Pięćsetletni kielich ze wschowskiego skarbca trafił na muzealny stół. W piątek 8 maja w Muzeum Ziemi Wschowskiej ks. dr Henryk Gerlic opowiadał o wschowianach, którzy wpisali się w historię kościoła głogowskiego.
Wykład „Wschowianie w dziejach kościoła głogowskiego" rozpoczął się o godz. 16:30 w siedzibie muzeum przy pl. Farnym 3. Tego samego dnia w kościele farnym odprawiono mszę odpustową, której przewodniczył sam prelegent.
Ks. dr Henryk Gerlic to absolwent Wyższego Seminarium Duchownego w Nysie, kapłan diecezji opolskiej, obecnie gliwickiej. Doktorat z teologii uzyskał na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. W swoich badaniach koncentruje się na historii duchowieństwa śląskiego.
Na stole, obok prelegenta, zainteresowani mogli zobaczyć pięćsetletni kielich z parafialnego skarbca. Na co dzień przedmiot ten pozostaje ukryty przed wzrokiem wiernych.
– To takie podkreślenie tego, o czym dzisiaj będzie mowa w czasie tej prezentacji – mówił dyrektor MZW Przemysław Wojciech, witając gości.
Punktem wyjścia wykładu była geografia kościelna. Prężny Głogów rozwijał się w granicach diecezji wrocławskiej. Wschowa, obok Poznania i Kościana, stanowiła jeden z największych ośrodków diecezji poznańskiej.
Granica administracji kościelnej dzieliła oba miasta, ale pogranicze, jak podkreślał prelegent, było zawsze terenem ożywionego współżycia społeczeństw.
– Wschowę uważano za jedno z siedmiu najbogatszych miast Królestwa Polskiego – przypomniał ks. dr Gerlic.
Mieszczanie utrzymywali tu kościół parafialny, dwóch kaznodziejów (polskiego i niemieckiego) oraz 22 altarie wymienione w 1510 roku. W XVI wieku w mieście stały kościoły Świętej Trójcy, Bożego Ciała, Barbary, Wszystkich Świętych, Wawrzyńca, Mikołaja, szpitalny św. Jerzego oraz klasztorny św. Józefa.
Głogów dysponował kapitułą kolegiacką, liczącą sześć prebend prałackich i 14 kanonickich, zsekularyzowaną w 1810 roku i odrodzoną dopiero po ponad 200 latach milczenia. W mieście działały też domy dominikanów, franciszkanów, krzyżaków świętego ducha, bernardynów oraz klarysek.
Reformacja zmieniła obraz Wschowy radykalnie.
– W połowie XVI wieku cała niemal ludność Wschowy i szerokiej okolicy przeszła na luteranizm – mówił prelegent. – Chociaż to nie jest wcale mało, jeżeli 300 osób w 1560 roku wróciło do Kościoła katolickiego.
Listę wschowian zasiadających w głogowskiej kapitule otwiera Mateusz Lamprecht, urodzony około 1470 roku. Jego rodzina nie była zamożna, ale pobożna.
Po nauce w rodzinnym mieście został skarbnikiem w Malborku. Studia ukończył w Krakowie i w Rzymie, gdzie uzyskał doktorat prawa kanonicznego. W Wiecznym Mieście reprezentował mieszczaństwo toruńskie w sporze z biskupem płockim.
W 1516 roku objął archidiakonat głogowski z rąk biskupa Jana Turzo. Opłaty instalacyjne wynosiły 100 florenów węgierskich, do czego dochodziło 17 florenów i 4 grosze czeskie z tytułu kapy. Jego roczny dochód szacowano na 30 grzywien, podczas gdy zwykły wikary lub altarzysta zarabiał do 6 grzywien rocznie.
Z głogowskim archidiakonatem wiąże się też prezentowany na sali kielich. Lamprecht ufundował go wspólnie z Janem Doringiem dla bractwa altarzystów. Inskrypcja na naczyniu nie pozostawia w tej sprawie wątpliwości.
W 1523 roku wschowianin posłował do króla polskiego, zabiegając o pomoc dworu w obliczu szerzącego się na Śląsku luteranizmu. Otrzymał kanonię katedralną w Płocku w dożywocie, prepozyturę w kolegiacie raciborskiej, a od 1544 roku występuje jako kanonik nyski. Przez większość życia rezydował we Wrocławiu.
Zmarł 19 lub 20 stycznia 1552 roku. Pochowany został najprawdopodobniej w katedrze wrocławskiej, w chórze tamtejszych mancjonarzy.
Wkład archidiakona w życie rodzinnego miasta ks. dr Gerlic streścił następująco: pomógł odbudować kościół, ufundował szpital oraz stypendium dla studiujących, zwłaszcza w Krakowie. W katedrze wrocławskiej zasłużył się ponownym wyposażeniem kaplicy Świętego Wacława.
W trakcie dyskusji po wykładzie dodano kolejne szczegóły działalności charytatywnej Lamprechta we Wschowie. Archidiakon wsparł odbudowę miejskich domów po pożarze, dążąc do tego, by mieszczanie wznosili budynki w technice mieszanej, z murowanymi przyziemiami i kominami. Zostawił też cynową zastawę, którą władze miasta wypożyczały ubogim mieszczanom na wesela.
Najbardziej trwałym śladem fundacji Lamprechta okazało się stypendium akademickie. Korzystało z niego dwóch studentów rocznie, jeden ze Wschowy i jeden z Wrocławia.
– Słynny pastor Valerius Herberger był stypendystą właśnie Lamprechta i dzięki temu stypendium ukończył studia – przypomniała obecna na wykładzie Marta Małkus.
Pamięć o archidiakonie pielęgnowała sama rodzina Lamprechtów, choć w kolejnych pokoleniach była już protestancka. Świadczą o tym płyty nagrobne Kacpra Lamprechta zmarłego w 1653 roku, drugiego Kacpra zmarłego w 1680 roku oraz Mateusza Lamprechta młodszego, zamordowanego w drodze handlowej.
Mateusz Lamprecht nie był jedynym wschowianinem w głogowskiej kapitule. Ks. dr Gerlic wymienił także Macieja Hajnicjusza i Marcina Lemchuzjusza oraz Jana Weskera, późniejszego proboszcza wschowskiego, który w Głogowie był mancjonarzem Męki Pańskiej i kaznodzieją.
Najwięcej miejsca prelegent poświęcił Lemchuzjuszowi. Jego ojciec był dzwonnikiem przy wschowskim kościele farnym. Święcenia kapłańskie syn przyjął w Poznaniu, początkowo był proboszczem w Rapocinie, później dziekanem kapituły głogowskiej i proboszczem parafii św. Mikołaja.
Czasy jego pobytu w Głogowie przypadły już na okres luteranizmu, gdy katolicka mniejszość żyła w skrajnej biedzie. Lemchuzjusz, nazywany Polakiem, musiał utrzymywać przy obu kościołach polskiego spowiednika i kaznodzieję, sprowadzanych zwykle z Wielkopolski. Doprowadziło to do konfliktu z dwoma wikarymi.
Z własnych pieniędzy odnowił mancjonarię Męki Pańskiej i ufundował prepozyturę św. Anny. W zapisie zastrzegł, że gdyby do Głogowa przybyli jezuici i założyli kolegium, fundacja przejdzie na nich. Jezuici nie przyszli, a fundację utrzymał ostatecznie głogowianin Marcin Hibner. Trwała ona aż do sekularyzacji w 1810 roku.
Komentarze 0